Przenośne źródło zasilania 230V dla elektronarzędzi

W ramach eksperymentu postanowiłem zbudować przenośne źródło zasilania dla elektronarzędzi 230V. To taka alternatywa zarówno dla agregatów prądotwórczych które są ciężkie i trochę kosztują, jak i dla przetwornic 12V – 230V które są awaryjne a i tak wymagają pojemnego akumulatora. Czy elektronarzędzia mogą pracować z prądem stałym? No pewnie. Czy taka walizka z akumulatorami wypada lepiej niż inne rozwiązania? Nie do końca, ma ona swoje wady.

Założenia

Zarówno agregaty jak i przetwornice możemy podzielić na tanie i dobre. Dobry agregat pochodzi dużo dłużej niż tani chińczyk ale swoje kosztuje, a dobra przetwornica potrafi generować prawdziwy sinus i nie uszkodzi się od byle zwarcia, ale… też swoje kosztuje + koszt akumulatorów. Moje założenie jest takie aby zbudować pakiet 60S2P z ogniw li-ion – umieścić to w wygodnej walizce, zaopatrzyć w jakieś wskaźniki prądu i napięcia oraz wyłącznik nadprądowy. Żadnej dodatkowej elektroniki. Tak, ogniwa będą dawały prąd stały. Jak to wygląda przy zasilaniu urządzeń które zwykle zasilamy prądem przemiennym?

Niemal wszystkie urządzenia i elektronarzędzia sieciowe posiadają uniwersalne silniki szczotkowe, dla których jest całkowicie obojętne czy dostają 230V AC czy 230V DC – działają tak samo. Wyjątkiem będą silniki bezszczotkowe, stosowane w np. stojących piłach do drewna (krajzegach) – takie silniki przystosowane są do zasilania prądem trójfazowym, choć silniki o niewielkiej mocy można zasilać z dwóch faz (zera i fazy) a trzecia faza pochodzi od kondensatora który przesuwa istniejącą fazę. Kierunek i prędkość obrotów w takim silniku ustalają fazy płynącego prądu, i taki silnik będzie tylko się grzał przy prądzie stałym. W silnikach szczotkowych kierunek obrotów ustala komutator który obracając się przełącza uzwojenia, a prędkość zależna jest od napięcia. Nie będzie też działać elektroniczna regulacja obrotów czy miękki start (spotykany np. w dużych kątówkach), bo układ taki załącza triak który jest wyłączany dopiero po przejściu fazy przez zero – silniki będą mogły pracować tylko z pełną mocą.

Wszystkie współczesne zasilacze czyli zasilacze impulsowe również z powodzeniem będą pracowały przy prądzie stałym. Czyli zasilacze od telewizorów, laptopów, komputerów PC, wszelkie ładowarki, większość lamp LED, itd. Z prądem DC nie będą działać też klasyczne transformatory, po prostu tak jak silniki bezszczotkowe będą działać jak grzałka. Klasyczne transformatory stosuje się jeszcze np. we wzmacniaczach audio, w kuchenkach mikrofalowych, itd. Ponadto zwykła przetwornica czy ładowarka sieciowa prostuje napięcie skuteczne 230V do napięcia szczytowego 325V (takie napięcie występuje na niej gdy nie jest obciążona), a potrafi pracować od 80V czy 100V AC bo zwykle dostosowana jest zarówno do napięć 110V jak i 230V – jak widać jest to ogromny zakres napięć wejściowych.

Jeśli nie masz pewności jaki masz rodzaj zasilacza lub silnika, nie podłączaj go pod prąd stały bo jego uzwojenia zadziałają jak grzałka i popłynie bardzo duży prąd. Przykładowo jeśli uzwojenie pierwotne transformatora ma 10Ω, to przy 240V popłynie aż 24A prądu. Gdyby nie ograniczona wydajność naszego źródła, to moc 5.7KW momentalnie usmażyłaby taki transformator.

W sieci mamy prąd przemienny o napięciu skutecznym 230V które równa się 230V prądu stałego. Tolerancja napięcia sieciowego to 230V ±10%, więc napięcie może się wahać od 207V do 253V, a wszystkie urządzenia sieciowe powinny być dostosowane do pracy przy takich napięciach. Zakres napięć pracy dla pakietu 60S będzie wynosił od 198V (3.3V na ogniwo) do 252V (4.2V na ogniwo) ze średnim napięciem pracy 222V (średnie napięcie robocze ogniwa 3.7V) – więc całkiem dobrze pokrywa się z tolerancją napięcia sieciowego. Przy całkowicie rozładowanych ogniwach (3.0V) napięcie wyniesie 180V i będzie to wyraźny znak że ogniwa są rozładowane, bo elektronarzędzia będą pracować zauważalnie wolniej. Ponadto pakiet 60S2P będzie można „łatwo” ładować.

Sortowanie ogniw

Jako że jest to prototyp, to postanowiłem nie wydawać pieniędzy na dobre ogniwa, i użyłem używanych. W zasadzie to rozebrałem swoją pierwszą baterię od roweru z której odzyskałem 96 ogniw 18650. A pozostałe 24 wziąłem ze swoich zapasów, ale były to ogniwa przeznaczone do utylizacji z pojemnością na poziomie 1500mAh. Baterię z roweru rozebrałem na poszczególne cele po 8 ogniw każda, i zmierzyłem pojemność każdej z nich. Okazało się że ogniwa mają średnio po 50mAh mniej niż podczas pomiarów wykonanych przed budową baterii, i taką poprawkę będę brał przy sortowaniu. Dodatkowe 24 ogniwa (choć były już wcześniej przeze mnie pomierzone i opisane) również zmierzyłem, łącząc je w 2 pakiety 1S12P dla zaoszczędzenia sobie pracy i czasu – dzięki temu wiem czy ich pojemności się skurczyły podczas leżakowania. A dzięki temu że wiem jaką pojemność mają wszystkie 120 ogniwa, to mogę teraz łatwy sposób je sortować.

Łączna pojemność wszystkich ogniw to około 200,000mAh, i wystarczy teraz podzielić to przez ilość cel w pakiecie (czyli 60) aby otrzymać pojemność pojedynczej celi do której powinienem dążyć przy sortowaniu, czyli 3333mAh. Sortowanie nie powinno być trudne bo będą to cele składające się z dwóch ogniw każda. Na początek dobrałem w pary ogniwa najmocniejsze i najsłabsze, a potem te z pojemnościami środkowymi (1600mAh). Jako że moja zgrzewarka jest w rozsypce, to ogniwa musiałem lutować – ale mają już przygrzane blaszki więc jest łatwo.

Układ ogniw w każdym pakiecie wygląda następująco:

Do łączenia pakietów początkowo planowałem użyć złącz modelarskich XT60, ale musiałbym użyć ich aż 10 par. Każdy pakiet by dostał po jednym złączu żeńskim, a do tego musiałbym wykonać dodatkową płytkę z 10 złączami męskimi do połączenia wszystkiego szeregowo – lub opcjonalnie zrobić to na przewodach. W obydwu przypadkach niezły bałagan. Ostatecznie użyłem 3.5mm złączek modelarskich. Każdy pakiet otrzymał złączkę męską na przewodzie dodatnim i żeńską na ujemnym. W ten sposób pakiety mogą być łączone bezpośrednio ze sobą i zajmie to bardzo mało miejsca bo złączki są niewiele grubsze od samych przewodów. Musiałem tylko wykonać dodatkowy adapter który umożliwi podłączenie i ładowanie równolegle 5 pakietów jednocześnie. Z użyciem adaptera dla złącza balansera.

Pakiety zostały dodatkowo zabezpieczone elektrycznie… w sumie nie wiem czym, znalazłem jakąś niebieską folię w rolce, chyba do zabezpieczania krawędzi szyb w oknach. Ale jest względnie gruba i mocna i powinna dać radę. Ponadto nie zostawia całej masy kleju tak jak zwykła taśma klejąca.

Ładowanie pakietu 60S

No właśnie, ładowanie. Nie istnieją gotowe ładowarki czy układy BMS dla pakietów 60S. A jeśli istnieją to będą niesamowicie drogie. Można rozważać samodzielną budowę takiej ładowarki i układu balansującego, ale tym razem zrobiłem to inaczej. Wykonałem 10 pakietów 6S2P (25.2V) które do pracy w roli przenośnego zasilania będą łączone szeregowo (25.2V * 10 = 252V), a do ładowania będę je łączył równolegle po 5szt i ładował ładowarką modelarską. To będzie oczywiście niewygodne, ale do budowy tego prototypu będzie musiało wystarczyć. Więcej o ładowaniu i ładowarkach modelarskich możesz przeczytać w innym moim wpisie – Ładowarki modelarskie – omówienie i obsługa.

Również z zabezpieczeniem ogniw będzie problem (normalnie BMS by to załatwił), bo nie istnieją takie układy zabezpieczające. Można oczywiście skorzystać z wielu układów zabezpieczających i łączyć je szeregowo, np. można kupić 10 takich układów dla 6S i zamontować przy każdym pakiecie – wtedy każde ogniwo będzie monitorowane i jedno rozłączone zabezpieczenie przerwie cały obwód. Problem w koszcie, bo najtańsze zabezpieczenie 6S 10A jakie znalazłem na aliexpress kosztuje 8$. 10szt to 80$, więc… 328zł. Ponadto jeśli zabezpieczenie rozłączy cały obwód, a przycisk elektronarzędzia będzie nadal wciśnięty, to na złączu tranzystora tego zabezpieczenia pojawi się potencjał przynajmniej 220V – zapewne będzie to spory problem. Niestety, prototyp będzie musiał obejść się bez zabezpieczenia, a nawet gdyby pakiet został zbyt głęboko rozładowany, to są to stare ogniwa i nie będzie mi ich szkoda. Później postaram się dorobić jakieś proste odcięcie na przekaźniku lub chociaż alarm mierzący całkowite napięcie.

Najważniejsze jest to że wszystkie ogniwa będą ładowane prawidłowo, a to dla tego że każdy pakiet 6S otrzymał wtyczkę balansera dla ładowarki – akurat 10 wtyczek 7pin JST-XH kosztowało mnie grosze.

Walizka

Żeby całość była mobilna i bezpieczna, przyda się jakaś obudowa. A najlepiej walizka z rączką do wygodnego przenoszenia. Bardzo fajnie podpasowała mi walizka po multinarzędziu oscylacyjnym z lidla – jest mała ale wszystko ładnie w nią wejdzie. Jest wykonana z bardzo fajnego plastiku HDPA, więc wszelakie cięcia mogłem wykonać łamanym nożykiem. Z jednej połówki wyciąłem całą formę tak aby pomieścić 10 pakietów, a z drugiej tylko tą część w której będą wskaźniki, bezpiecznik oraz gniazda. Została „półka” na której oprę ściankę grodziową wykonaną z panelu podłogowego – będzie on oddzielał część z akumulatorami od części z gniazdami i zapewniał sztywność walizce, która okazała się bardzo giętka po wycięciu większości ścianek.

Zdecydowałem się na klasyczne analogowe wskaźniki napięcia oraz prądu, bo bardzo ładnie pokazują obciążenie źródła przy różnych odbiornikach – i sprawdzą się w tej roli lepiej niż wskaźniki cyfrowe. Niestety, o ile wskaźniki cyfrowe dostaniemy dosłownie za grosze, to za analogowe trzeba trochę zapłacić. Ja swoje zamówiłem z ali – wskaźnik napięcia oraz wskaźnik prądu. Pamiętaj tylko że należy zamontować wskaźniki napięcia oraz prądu stałego a nie przemiennego.

Ostatnim elementem panelu przedniego będzie gniazdo. Znalazłem stare podwójne gniazdo z klapkami (bryzgoszczelne) jakie niegdyś montowało się w łazienkach. Jest solidne, rozkręca się w takim miejscu że większość będzie schowana w środku, no i jest czarne co pasuje kolorystycznie do walizki. Wszystko połączyłem niezbyt grubymi przewodami, nie będzie tam płynął przesadnie duży prąd, w porywach do 5A. Schematu nie będzie. Jeśli nie wiesz jak połączyć tak prosty obwód, to z pewnością nie jest to projekt dla Ciebie.

Po połączeniu wszystkich pakietów, na ich zaciskach końcowych będzie występowało napięcie 250V (gdy są w pełni naładowane). Choć napięcie stałe nie powinno spowodować tak poważnych zaburzeń pracy serca tak jak napięcie przemienne, to skutki wywołane jego porażeniem mogą być równie śmiertelne. Dużo większe poparzenia oraz poważna elektroliza płynów ustrojowych mogą zabić dopiero po kilkunastu godzinach. Zachowaj szczególną ostrożność i pamiętaj że neonówka jest tutaj bezużyteczna.

Zabezpieczenie nadprądowe, łuk elektryczny

Największym problemem z jakim przyszło mi się zmierzyć było dodanie wyłącznika nadprądowego. Na początku, co z resztą widać na powyższych zdjęciach, dałem zwykły wyłącznik B6 na szynę TH35 i sądziłem że sprawa jest załatwiona. Jako że lubię testować zabezpieczenia które stosuję (bo co to za zabezpieczenie które nie zadziała kiedy będzie taka potrzeba), to postanowiłem wykonać kontrolowane przeciążenie oraz kontrolowane zwarcie wyjścia, i jakież było moje zdziwienie po zobaczeniu reakcji wyłącznika B6. Wyłącznik co prawda zadziałał i rozłączył styki w obydwu tych przypadkach, ale nie był w stanie zgasić łuku elektrycznego pomiędzy stykami. Człowiek ciągle uczy się czegoś nowego…

Otóż wszystkie zwykłe wyłączniki są to wyłączniki AC do stosowania w obwodach napięcia przemiennego i do takiego są projektowane. Wygaszenie łuku elektrycznego jest zasadniczo proste, po otwarciu styków, łuk (jeśli istnieje) pod wpływem gorącego powietrza (które sam wytwarza) jest podnoszony w górę i przechodzi do komory gaszeniowej wyłącznika, w której jest rozbijany na kilka mniejszych łuków, ostudzany, i wygaszany. I jeśli nie wiedzieliście czemu wyłącznik powinien być montowany pionowo we właściwej pozycji, to już wiecie. Każda inna pozycja spowoduje że łuk nie przejdzie do komory i może zostać na stykach, lub w przypadku odwrotnego montażu może przejść tam gdzie nie powinien. Nie jest to wszystko tak krytyczne bo przy napięciu przemiennym wygaszenie łuku jest bardzo proste, a to dzięki temu że faza przechodzi przez zero.

Przy napięciu stałym zaczynają się kombinacje. Tutaj jest znacznie trudniej wygasić taki łuk, czym większy prąd rozłączania styków, tym większa energia i długość łuku. Tutaj napięcie nie przechodzi przez zero, jest 250V i tyle. Testowany przeze mnie wyłącznik AC B6 przy 10A i 220V DC pomimo 6.5mm przerwy pomiędzy stykami nie był w stanie zgasić łuku elektrycznego. Jest to cholernie niebezpieczna sytuacja, bo bardzo szybko doprowadzi to do pożaru instalacji, czy to rozdzielni w której jest zainstalowany nieprawidłowy wyłącznik, czy to takiej walizki ze 120 ogniwami li-ion. Pokusiłem się o praktyczny test zwarciowy w takim układzie i jego wynik można obejrzeć poniżej:

Dla napięcia stałego dostępne są w handlu dedykowane wyłączniki DC. Trzeba uważać co się kupuje, niektóre z nich opisane są jako AC/DC, ale w specyfikacji można wyczytać że dotyczy to napięcia 400V AC oraz np. 60V DC – taki wyłącznik też sobie nie poradzi. Mogłoby się wydawać że wystarczyłoby użyć wyłącznika DC i nie pisać tego całego wywodu – ale jest jedno „ale”. Wyłącznik AC można kupić już za 8zł. Ceny wyłączników DC zaczynają się od 100zł wzwyż. Jeśli ktoś jest dociekliwy to polecam zainteresować się wyłącznikami do instalacji PV (fotowoltaicznych) gdzie wiele paneli słonecznych jest połączonych szeregowo, a przecież produkują one prąd stały – proszę sobie zobaczyć jak dużo kosztują takie wyłączniki. Więc za co płacimy w tym wyłączniku DC, czy jest tam jakaś kosmiczna technologia? A może rzadkie pierwiastki? Ciężko mi było znaleźć rozebrany wyłącznik DC z omówieniem jego zasady działania, znalazłem tylko ten film (od 9:30):

Tak gigantyczna różnica w cenie wynika z zastosowania kawałka głupiego magnesu. Tak, te dwa cieńsze wyłączniki różnią się jedynie tym że DC ma dodatkowo magnes, który wypycha łuk do komory gaszeniowej – reszta konstrukcji jest taka sama. Oczywiście żeby to zadziałało prawidłowo to magnes musi być w odpowiednim miejscu i odpowiednio skierowany, a wyłącznik podłączony zgodnie z biegunowością oznaczoną na obudowie – wtedy łuk zostanie wypchnięty. Przy odwrotnym podłączeniu łuk zostanie przyciągnięty i stanie się wtedy to (od 0:30, ale później są jeszcze testy przy większym prądzie rozłączania):


No dobra, bo już straszebnie zboczyłem z tematu. Jak najprościej i najtaniej zabezpieczyć 250V DC? Okazuje się (za radą chłopaków z forum, dzięki!) że najlepiej sprawdzi się zwykła wkładka topikowa, taka z piaskiem kwarcowym, jaką kiedyś stosowano w rozdzielnicach. Oczywiście jest to zabezpieczenie jednorazowe, ale z łukiem elektrycznym poradzi sobie wybitnie, no i jedna wkładka kosztuje 1zł więc w porównaniu do wyłącznika DC jest to kwota śmieszna. Trzeba tylko zaopatrzyć się w gniazdo i oprawkę. Ja użyłem gniazda na wkładki D01 które są naprawdę małe, jest to gniazdo również montowane na szynę TH35 więc obejdzie się bez poważnych przeróbek. Za gniazdo i oprawkę zapłaciłem 8.30zł.

No to sprawa łuku w zabezpieczeniu została załatwiona. Ale co z wyłącznikami urządzeń podłączanych do takiej walizki? Otóż elektronarzędzia z silnikami szczotkowymi (mimo że silnik to obciążenie indukcyjne więc łuk powinien być jeszcze większy) radzą sobie świetnie, nie zaobserwowałem żadnych problemów z wyłączaniem. Problem może być wtedy gdy silnik zatrzymamy w miejscu i spróbujemy go wyłączyć, jednak przy wyłączaniu bez obciążenia żadnych problemów nie będzie. Urządzenia o obciążeniu rezystancyjnym o małej mocy również nie sprawią problemu. Wyłączniki urządzeń o większej mocy takich jak np. 800W toster czy 2000W czajnik najprawdopodobniej zostaną zniszczone więc to kolejne rzeczy których z walizką używać nie wolno.

Podsumowanie

Jak walizka sprawdza się w praktyce? A bardzo dobrze. Nie jest ciężka, waży 6.7kg i mieści się w plecaku, jest wygodniejsza i szybsza jak rozwijanie i późniejsze zwijanie kaberoli żeby coś przewiercić czy uciąć. No, i niezastąpiona tam, gdzie nie ma prądu. Z opublikowaniem tego wpisu czekałem do majowego długiego weekendu, w który to właśnie weekend mogłem porządnie przetestować mój nowy wynalazek przy pracach remontowych na działce. Zasilałem szlifierkę kątową oraz młotowiertarkę. Ciąłem i szlifowałem deski, wierciłem otwory pod kołki w ceglanej ścianie, ciąłem różny złom – prąd raczej nie przekraczał 3-4A. W ciągu jednego dnia zrobiłem wszystko co miałem zrobić, a napięcie utrzymuje się na poziomie 3.85V na celę choć zapewne nie zostało tam wiele energii. Jestem bardziej niż zadowolony :) Czeka mnie jeszcze rozkuwanie betonowej wylewki która to nie powinna sprawić najmniejszego problemu.

Ale są przecież narzędzia akumulatorowe, po co wynajdujesz koło na nowo? A no są. To teraz sobie policz ile zapłacisz za akumulatorowe wersje kątówki, młotowiertarki, piły do drewna i co tam jeszcze potrzebne, tylko po to aby zrobić coś nimi raz na ruski rok. Nie lepiej wykorzystać posiadane już narzędzia?

W moim przypadku każda cela ma około 3300mAh, więc pozwala to na pobieranie 1A (230W) przez 3.3h. Dla mocy 1KW przy 230V potrzebny będzie prąd 4.34A, co teoretycznie da czas działania około 45 minut z taką mocą. Teoretycznie, bo ogniwa w takim stanie na pewno będą się grzać przy takiej mocy i sporo energii pójdzie w straty. Gdyby użyć porządnych ogniw 3000Ah (więc 6Ah na celę), to nie dość że prąd ciągły mógłby wzrosnąć nawet do 10A, to i zmagazynowanej energii przy takiej samej masie byłoby sporo więcej. Niestety, 120 ogniw o takich parametrach (nawet jeśli trafimy na dobrą okazję na jakimś forum) będzie kosztowało w okolicach 1000zł. To dużo. Jeśli jeszcze wziąć pod uwagę problemy z ładowaniem, ograniczoną ilość cykli pracy i ograniczoną ilość energii możliwej do przechowania, to zdecydowanie bardziej opłaca się kupić zwykły agregat prądotwórczy, nawet jeśli jego eksploatacja będzie wielokrotnie droższa. Aby pozbyć się problemu łuku elektrycznego i jego negatywnego wpływu na wyłączniki urządzeń, można zbudować pakiet li-ion 12V który będzie o wiele prostszy w eksploatacji (ładowanie, zabezpieczenie, monitorowanie) i dokupić przetwornicę na 230V. I jeśli powstanie kolejna wersja walizki, to zapewne właśnie z przetwornicą. No ale eksperyment dowiódł dwóch rzeczy. Że się da, i że ma na tyle poważne wady dla których nie stosuję się prądu stałego do takich celów.

5.00 avg. rating (99% score) - 12 votes

5 komentarzy

  1. Artykuł (i komentarze) myślę, że całkiem w temacie: http://hackaday.com/2017/03/06/what-voltage-for-the-all-dc-house/

    Co prawda skupiają się raczej na niższych napięciach (rzędu 48V), ale i tak ciekawe. Jest też mowa o wykrywaniu łuków elektrycznych. Nie jest to raczej alternatywa dla odpowiednich bezpieczników, ale gdyby specjalny układ wykrywał łuk elektryczny i odcinał prąd w razie potrzeby, to zwykłe bezpieczniki by się sprawdziły, nie? :)
    W dodatku zwiększyłoby to bezpieczeństwo. Pytanie, na ile łatwo wykryć łuk elektryczny i w razie potrzeby odciąć prąd przy takich napięciach…

    • Pytanie powinno brzmieć – czym odciąć ten prąd? Jeśli nie zastosujemy specjalnego przekaźnika na takie napięcia, to będziemy mieli kolejny łuk do zgaszenia :) Tranzystor na moc 1-2KW? No nie wiem. I układ wykrywania łuku? Hehe ile to wszystko musi kosztować…

      Na szczęście najprostsze rozwiązania są nadal najlepsze. Zwykły bezpiecznik topikowy równie skutecznie rozłączy obwód przy przeciążeniu czy zwarciu, a w gaszeniu łuku żaden bezpiecznik mechaniczny mu nie dorówna.

  2. No tak, przy takich napięciach jest problem czym odcinać :(
    Bezpiecznik topikowy rzeczywiście jest niezłym rozwiązaniem. Wykrywanie łuku co prawda jeszcze trochę podwyższyłoby bezpieczeństwo i gratis umożliwiłoby działanie zwykłych bezpieczników, ale jest zbyt skomplikowane :(
    W komentarzach ktoś twierdził, że łatwo wykrywać łuk przy użyciu DSP.

  3. Jane Ahonen

    Już widzę różnej jakości ogniwa i nierównomierne rozładowywanie się poszczególnych ogniw…
    dodajmy że ogniwo z którego „doimy” prąd o wartości 1C bądz nawet 2C i napięcie jego spadnie poniżej 2.8V może puchnąć doprowadzając nawet do wybuchu (sam się o tym przekonałem niedawno bo to że może wybuchnąć jak napięcie podczas ładowania przekroczy 4.2V to swoją drogą). Dlatego tak ważne jest kontrolowanie napięcia takich ogniw.

    • Pierwsze słyszę że ogniwo w stalowej cylindrycznej obudowie może spuchnąć. Przy wzroście ciśnienia puszcza CID i uwalnia gaz, ale ogniwo nie puchnie. Chyba że mowa o „ogniwach” bez zabezpieczeń, to te mogą wybuchnąć. Druga sprawa, nie wydaje mi się aby li-ion przy nadmiernym rozładowaniu mogły się grzać i zwiększać ciśnienie. Napięcie po prostu leci jak kamień i tyle. Dla li-po jest to już prawdziwe (w szczególności tanich modelarskich), przy nadmiernym obciążeniu ogniwo może spuchnąć. Tyle że one potrafią spuchnąć w dowolnym momencie użytkowania po dowolnej ilości cykli. Dzisiaj będę ładował „walizkę” to sprawdzę jak się mają napięcia przed ładowaniem, i jestem pewien że żadna z cel nie jest nadmiernie rozładowana, bo nie rozładowywałem ich do końca, napięcie nie przysiadało poniżej 200V pod obciążeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę pozostawić te dwa pola tak jak są: